ID: 2690
Data: 2008-11-23 18:01
Podpis: kadote
Spotkanie Śląska z Wisłą Kraków zapowiadało się niezwykle emocjonująco. Zarówno pod względem piłkarskim jak i kibicowskim. Wszak dla nikogo nie jest tajemnicą, że sympatycy obu klubów żyją ze sobą w przyjaźni. Szkoleniowcy i zawodnicy zapowiadali jednak, że na murawie nie będzie przyjaźni tylko ostra walka.
Od pierwszego gwizdka zarówno po zawodnikach Wisły jak i Śląska widać były chęć walki i wolę zwycięstwa. Po kilkuminutowym "badaniu" się przez oba zespoły, mocny akord zaprezentowali gracze z Wrocławia. W 10 minucie fatalny błąd popełnił Marcelo, który wybił piłkę wprost pod nogi Janusza Gancarczyka. Ten od razu przesłał ją do Mili, który z kolei z bardzo ostrego konta, posłał ją dobrym, precyzyjnym strzałem koło słupka bramki strzeżonej przez Mariusza Pawełka. Tym samym niespodziewanie Śląsk objął prowadzenie.
Po tej sytuacji krakowianie rzucili się do odrabiania strat. Początkowo zepchnęli wrocławian do defensywy i konstruowali akcję, jednak nie byli w stanie ich skutecznie zakończyć. Z czasem gra zaczynała się wyrównywać i podopieczni Tarasiewicza mieli kilka dogodnych okazji do podwyższenia prowadzenia. Mimo, że obrońcy WKS-u nie ustrzegli się błędów to wiślacy nie byli w stanie pokonać Wojciecha Kaczmarka, który również miał tego dnia duży zapas szczęścia. Tym samym po pierwszej połowie gospodarze prowadzili z Mistrzem Polski 1:0.
Od początku drugiej odsłony podopieczni Tarasiewicza zaczęli mocno atakować i na pierwsze kilka minut gra przeniosła się pod bramkę gości. Piłkarze z Reymonta wyszli jednak z tej opresji bez utraty gola. Mecz prowadzony był w bardzo dobrym tempie, nie brakowało walki i sytuacji podbramkowych po obu stronach. Na powodzenie takich akcji kibice zgromadzeni przy Oporowskiej musieli czekać do 69 minuty. Wtedy to Krzysztof Ostrowski otrzymał wspaniałe prostopadłe podanie od Dudka, jednym zwodem minął Baszczyńskiego, wbiegł w pole karne i oddał przepiękny strzał w długi róg bramki Wisły. Stadion Śląska oszalał, a wrocławianie prowadzili już dwa do zera. Krakowianie jednak nie odpuszczali i jak na Mistrza Polski przystało próbowali nadal konstruować ataki. Odpowiedzieli oni kontaktowym golem już w 76 minucie. Po dośrodkowaniu Wojciecha Łobodzińskiego w polu karnym niefortunnie interweniował Antoni Łukasiewicz, posłał futbolówkę do własnej bramki i jego zespół prowadził już tylko 2:1.
Gdy wydawało się że podopieczni Macieja Skorży przejmują kontrolę, do akcji wkroczył sędzia główny, który już w 77 minucie pokazał dwie czerwone kartki zawodnikom Białej Gwiazdy. Jak stwierdził po meczu Sobolewski obejrzał czerwony kartonik za niesportowe zachowanie, a Baszczyński za... wybitnie niesportowe zachowanie. Strata dwóch graczy wpłynęła jednak mobilizująco na pozostałych zawodników spod Wawelu i atakowali oni nadal chcąc za wszelką cenę doprowadzić do wyrównania. W szeregi piłkarzy Śląska wdało się dużo nerwowości i ostatnie minuty meczu pachniały golem dla gości. Do tego jednak nie doszło i sensacja stała się faktem. Śląsk Wrocław pokonał na własnym stadionie obecnego Mistrza Polski, Wisłę Kraków 2:1!
Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 2:1 (1:0)
Bramki: Sebastian Mila (10), Krzysztof Ostrowski (69) - Antoni Łukasiewicz (76-sam.)
Śląsk Wrocław: Wojciech Kaczmarek - Krzysztof Wołczek, Piotr Celeban, Antoni Łukasiewicz, Mariusz Pawelec - Krzysztof Ostrowski (89-Wojciech Górski), Sebastian Dudek, Sebastian Mila, Krzysztof Ulatowski, Janusz Gancarczyk (60-Vuk Sotirović) - Tomasz Szewczuk. Trener: Ryszard Tarasiewicz.
Wisła Kraków: Mariusz Pawełek - Marcin Baszczyński, Marcelo, Cleber, Peter Singlar (46-Marek Zieńczuk) - Patryk Małecki (65-Wojciech Łobodziński), Radosław Sobolewski, Tomas Jirsak (65-Mauro Cantoro), Piotr Brożek - Rafał Boguski, Paweł Brożek. Trener: Maciej Skorża.
Żółte kartki: Krzysztof Ulatowski (Śląsk) - Tomas Jirsak, Radosław Sobolewski, Piotr Brożek (Wisła).
Czerwone kartki: Radosław Sobolewski (77-druga żółta; Wisła), Marcin Baszczyński (77).
Sędziował: Marcin Szulc (Warszawa).
Widzów: 9 500.